Jesteśmy niezależnym, apolitycznym i samorządnym stowarzyszeniem polskich sędziów.
Naszą główną misją jest obrona wolności i praw obywatelskich, fundamentu demokratycznej Polski, należącej do Unii Europejskiej.
Działamy od ponad 25 lat, w tym w międzynarodowych organizacjach sędziowskich Skupiamy ponad 3 500 sędziów, najwięcej w Polsce.

Dyskusja na temat załamania niezależności polskich sądów, europejskich nakazów aresztowania i sprawiedliwego procesu w Luksemburgu: czy to jaśniejsza strona ponurej rzeczywistości? - John Morijn

Artykuł Johna Morijn, profesora prawa i politycznych stosunków międzynarodowych, Uniwersytetu w Groningen, Wydziału Prawa, Holandia opublikowany w dniu 13 października 2020 roku na stronie internetowej ruleoflaw.pl (tekst w oryginale znajdziesz tutaj: https://ruleoflaw.pl/cjeu-eaw-poland/). Artykuł zawiera sprawozdanie z wysłuchania stron przed Wielką Izbą Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawach połączonych C-354/20 PPU i C-412/20 PPU (tzw. rozszerzona sprawa Celmer) w przedmiocie pytań prejudycjalnych Sądu Okręgowego w Amsterdamie. Wysłuchanie odbyło się w dniu 12 października 2020 roku w Luxemburgu. Szczegóły sprawy znajdziesz tutaj: http://curia.europa.eu/juris/liste.jsf?language=pl&td=ALL&num=C-354/20%20PPU oraz tutaj: http://curia.europa.eu/juris/liste.jsf?language=pl&td=ALL&num=C-412/20%20PPU

12 października, praworządność w Polsce była tematem dyskusji w Warszawie, Brukseli, Strasburgu i Luxemburgu. Profesor John Morijn przekazuje wiadomości z Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i analizuje argumenty zaprezentowane przed Wielką Izbą w sprawach dotyczących pytań prejudycjalnych zadanych przez Sąd Okręgowy w Amsterdamie. Rzecznik Generalny wyda opinię 12 listopada 2020 roku.

 W poniedziałek, 12 października 2020 roku praworządność w Polsce była – bezpośrednio lub pośrednio – elementem wydarzeń lub przedmiotem sporów w wielu miejscach w całej Europie.

Warszawa

W pierwszej kolejności, najsmutniej i co za tym idzie – również najdobitniej, w Warszawie. Głębokim wieczorem sędzię Beatę Morawiec, przewodniczącą Stowarzyszenia Themis, znanej organizacji zrzeszającej polskich niezależnych sędziów, pozbawiono immunitetu, zawieszono w czynnościach i pozbawiono 50 procent wynagrodzenia. Uczyniła to Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego – organ, wobec którego nader dobitnie Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł, iż nie jest on prawidłowo ukształtowanym sądem, z punktu widzenia prawa Unii.   Najbardziej prymitywne polityczne ingerencje i naruszenia niezawisłości sędziowskiej, które od dawna były zagrożeniem, teraz urzeczywistniły się pomimo nacisków międzynarodowych. I stało się to na oczach tych wszystkich, którzy nawoływali do tego, by zdjąć maskę "dialogu i dyskusji” choć na chwilę trzeźwej analizy.

PiS i ich poplecznicy nie działają subtelnie. Ci w Polsce, którzy działają na rzecz utrzymania polskiej i europejskiej praworządności, płacą za swą postawę wysoką cenę. To jest rzeczywistość. To jest Europa tu i teraz. Dla zrozumienia tego nie są potrzebne żadne długie analizy komparatystyczne.

Od Brukseli poprzez Strasburg aż do Luxemburga

Jednakże o praworządności dyskutowano także gdzie indziej, mam nadzieję, że powoli zwiększając nacisk na zjawisko, które można określić jedynie jako niszczenie praworządności przez polskich autokratycznych radykałów pozostających u władzy. Dyskutowano o niej w Brukseli, gdzie odbyła się pierwsza tura rozmów trójstronnych (dyskusja legislacyjna między Radą, Parlamentem Europejskim i Komisją) na temat kształtu aktu prawnego dotyczącego powiązania wypłat funduszy unijnych z poziomem przestrzegania praworządności.

 Dyskutowano o praworządności także w Strasburgu, gdzie Komisja Wenecka Rady Europy wydała oświadczenie, w którym wyraziła zaniepokojenie zagrożeniem ciągłości urzędu polskiego Rzecznika Praw Obywatelskich – w istocie swej będącego drogowskazem dla ochrony polskich i europejskich standardów praworządności.

I wreszcie o praworządności dyskutowano także w Luxemburgu, gdzie Wielka Izba Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej rozpatrywała dwie sprawy (sprawa C-354/20 PPU/Openbaar Ministerie oraz sprawa C-412/20 PPU/Openbaar Ministerie), których istotą był wpływ załamania sędziowskiej niezależności w Polsce na wzajemność uznawania orzeczeń europejskich i zasadę sprawiedliwego procesu.

Sprawozdanie z Trybunału Sprawiedliwości

Byłem w Luxemburgu. Po raz kolejny (w ostatnich miesiącach odbyły się także wysłuchania do spraw C-487/19 i C – 508/19). I wróciłem ostrożnie optymistyczny.

Nie dlatego, że polski rząd nawrzucał do własnego ogródka z jeszcze większą determinacją niż zwykle. Nawet Komisja, Strażniczka naszych Traktatów, nie zniechęciła mnie po tym, jak paradoksalnie wydawało się, że czyni wszystko, by uniknąć pozytywnego rezultatu dla (a) niezawisłości sędziowskiej w Polsce, b) godnych warunków pracy sędziów, którzy w tym samym czasie konfrontowani byli z naciskami na nich oraz (c) uczciwego procesu dla podejrzanych.

To, co mnie uderzyło, to sposób, w jaki sędziowie Trybunału Sprawiedliwości UE pytali Komisję i inne strony o to, dlaczego i w jaki sposób doprecyzować kluczowość orzeczenia w sprawie LM – Celmer. To dało mi nadzieję na to, że oto właśnie pojawia się światełko w tunelu, które w istocie jest jaśniejszą stroną ponurej rzeczywistości, jaka nastała dla polskiej praworządności.

Amsterdam w Luxemburgu

Przedmiotem dyskusji w Luksemburgu było zwrócenie się sądu w Amsterdamie do Trybunału sprawiedliwości o wydanie orzeczenia w trybie prejudycjalnym. Istotą pytania prejudycjalnego było to, jak postępować z wioskami o wydanie i wykonanie ENA wydane przez polski wymiar sprawiedliwości w świetle dobrze udokumentowanej presji na niezawisłość sędziowską, zwłaszcza od czasu wejścia w życie z dniem 14 lutego 2020 roku tzw. „ustawy kagańcowej” (zob. sprawa C 216/18 LM/Celmer w odniesieniu do rozważań sądu amsterdamskiego w okresie poprzedzającym te pytania).

Sąd w Amsterdamie zajmuje się wszystkimi sprawami w przedmiocie europejskich nakazów aresztowania w Holandii. Ponad jedna trzecia tych spraw dotyczy obywateli polskich. To oznacza około 250 do 300 osób objętych europejskimi nakazami aresztowania rocznie. Są to znaczne liczby. Oznacza to, że wysoce prawdopodobnym jest, iż Sąd Okręgowy w Amsterdamie z największym bezpośrednim doświadczeniem co do pogłębiającego się braku niezależności sądownicza w Polsce, jeśli chodzi o codzienny dialog między europejskimi kolegami – chleb powszedni wzajemnego uznawania i wzajemnego zaufania.

 Oprócz adwokatów obu podejrzanych, (niezależny) holenderski prokurator przedstawił sam swoje wątpliwości. Interweniowały również rządy niderlandzki, belgijski, irlandzki i polski, a także Komisja Europejska. W toku wysłuchania przed Trybunałem przez trzy godziny dyskutowano o DNA unijnej współpracy. O tym, jakie kwestie mają pod tym względem największe znaczenie. O tym, jak zmierzyć się z oczywistymi i nader jaskrawymi faktami mającymi miejsce na terenie Polski. I o tym, czy i w jaki sposób oraz w jakim zakresie można lub należy to zrobić bez porzucania strukturalnych zagadnień ochrony praw podstawowych i systemu unijnych środków odwoławczych. Krótko mówiąc, dyskurs o tak ważnych kwestiach, nawet według standardów sali sądowej, to gra o wysoką stawkę.

Co się nie zdarzyło

Pozwólcie, że opiszę najpierw, co się nie stało. Polski rząd nie wziął udziału w dyskusji w żaden znaczący sposób, nawet jeśli dotyczył on rozwoju sytuacji na jego własnym terytorium. Nie dlatego, że nie próbował. Ale dlatego, że po raz kolejny postawił się poza dyskusją. Owszem, jak zwykle przedstawił on typowe dla siebie kwestie. To, że w Polsce nie ma problemu z niezawisłością sądownictwa, a to, co się dzieje, jest właściwie mocniejszym zakotwiczeniem europejskich reguł realizującym się poprzez powołanie prawdziwych sędziów i usuwanie innych.

To, że  Trybunał Sprawiedliwości orzekł o tym, że Izba Dyscyplinarna nie jest sądem, jest błędne i w każdym przypadku ma zastosowanie tylko do jej zadania w zakresie rozpoznania postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów.

To, że sprawy skutkujące uchyleniem immunitetu sędziów nie są w rzeczywistości sprawami dyscyplinarnymi, a konwencjonalnymi sprawami karnymi prowadzonymi wobec sędziów i zmierzającymi do uchylenia immunitetu, co po prostu jest kolejnym zadaniem Izby Dyscyplinarnej w tym samym składzie. To, że skoro dyscyplinowanie sędziów w ramach takich spraw nie jest w rzeczywistości dyscyplinowaniem, zatem orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości nie ma zastosowania do takich spraw (a przynajmniej tak argumentował przedstawiciel Polski, choć nie rósł mu przy tym nos Pinokia).

Czy jesteś zdezorientowany? Nie obwiniam cię. To nie ma sensu. Jest to taki punkt, którego przekroczenie nie powinno mieć miejsca i nie powinno być tolerowane w wspólnocie prawa. A tak stało się wczoraj. Oto przecież w tym samym momencie, gdy w Luxemburgu polski rząd przed Trybunałem Sprawiedliwości UE przedstawiał argumenty mające wskazywać na brak naruszeń praworządności, to krzywe rozumowanie miało realne skutki dla realnych sędziów w kraju. Jak choćby dla Beaty Morawiec. I dla wielu innych sędziów, których sprawy przed Izbą Dyscyplinarną Sądu Najwyższego wyznaczono w najbliższym czasie. Jak sprawa Igora Tuleyi.

Na scenę wkracza polski rząd

Reprezentantka Polski Anna Dalkowska obszernie przytoczyła niedawne orzeczenie sądu polskiego, w którym wniosek o wykonanie ENA wystosowany przez sąd holenderski został odrzucony przez osobę polskiego funkcjonariusza pełniącego służbę w sytuacji, w której w porządku prawnym Unii należałoby spodziewać się sędziego.

Osoba ta przytaczała przy tym w swej wypowiedzi to, co można racjonalnie opisać tylko jako rozszerzona tyrada stereotypów Holandii. To, co uderzyło mnie najbardziej – słuchając tłumaczenia wypowiedzi reprezentantki rządu polskiego, to charakterystyka zarówno holenderskich sędziów, jak i prokuratorów jako pozbawionych niezależności. W ten sposób Anna Dalkowska próbowała złapać w pułapkę stronę holenderską. Jednak, co wymowne i zgodne z jej taktycznym "sprytem" prezentowanym we wcześniejszych wystąpieniach przed TSUE, jedyną osobą na sali, która w pułapkę tę mogła wpaść, a którą Pani Dalkowska mogłaby zaliczyć jako swego potencjalnego naturalnego sojusznika, był holenderski, skądinąd niezależny, prokurator.

Holenderski prokurator

W końcu to właśnie ten prokurator miał dość oczywisty interes w zapewnieniu, by holenderskie społeczeństwo nie utknęło z 250-300 obywatelami Polski lub innymi obywatelami UE w przypadku, gdyby nie mogli oni już zostać przekazani Polsce w ramach ENA. Pomijając fakt, że cytowano to z wyraźną aprobatą, holenderski prokurator postanowił odpowiedzieć na ten aspekt interwencji polskiego przedstawiciela, czyniąc to uprzejmie, ale także stanowczo i dobitnie.

 Prokurator użył wymownego słowa, aby scharakteryzować "orzeczenie", które zostało zacytowane: „potsierlijk”. Słowo to jest dość silne w języku niderlandzkim i trudno o wyrażenie pozostające w większej kolizji z pojęciem wzajemnego zaufania. Jego znaczenie jest mieszaniną pojęć "niedorzeczne", "całkowicie stuknięte" i "żałosne". Nawet ci, którzy są niezależni w Holandii, mogą być bardzo bezpośredni. Być może dlatego, że stwierdzenie to miało odniesienie osobiste.

Rozmowy tak, ale nie z Polską

Nie było przypadkiem, że żaden z sędziów Wielkiej Izby Trybunał Sprawiedliwości nie miał pytań do polskiej delegacji. Wszakże sędziowie Trybunału stykali się z reprezentantką i Polski często i wiedzą, że równoległy wszechświat, który w swych wypowiedziach prezentuje, musi być konfrontowany w inny sposób i w innych miejscach.

Innymi słowy, rozmowa „ponad” reprezentantką Polski była w istocie dobrym podsumowaniem dnia – i być może sygnałem nowego etapu w radzeniu sobie z pogarszającym się stanem praworządności w Polsce. Każdy wie, że istnieje to problem, znacznych rozmiarów problem. Przesłuchania przed izbą miały zatem formę wymiany poglądów (z głównym przedmiotem i podmiotem fizycznie obecnym, ale merytorycznie nieobecnym) na temat tego, jak znaleźć rozwiązanie tego problemu bez osłabiania kompetencji i uprawnień tych, którzy bronią wspólnego nam pojęcia praworządności.

Dwa zasadnicze pytania

To, co się stało w kontekście tej wymiany poglądów, można streścić w dwóch głównych punktach, które prawdopodobnie staną się dwiema osiami centralnymi dla udzielenia odpowiedzi na pytania sądu niderlandzkiego.

Po pierwsze, w ramach instrumentu opartego na wzajemnym uznawaniu w szerszym kontekście zasad prawa Unii toczyła się ogólna dyskusja na temat miejsca wyjątku w zakresie praw podstawowych/sprawiedliwego procesu.

Po drugie, miał miejsce dyskurs na temat tego, w jaki sposób ten wyjątek dotyczący rzetelnego procesu sądowego i jak Trybunał wyjaśnił to w swoim wyroku w sprawie LM/Celmer, może stać się bardziej funkcjonalny w granicach tych ogólnych ograniczeń.

Uwagi ogólne

W ramach uwag ogólnych strony omówiły związek między generalną dyskusją polityczną na temat problemów z praworządnością w danym państwie członkowskim prowadzoną na niwie postępowań przewidzianych art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej, w tym tych prowadzonych wobec Polski (które nota bene znajdują się w kompletnej stagnacji) a szczególnymi instrumentami prawnymi, jakimi są choćby europejskie nakazy aresztowania.  Wyrażono obawę, że jeżeli sędzia krajowy, rozstrzygając indywidualną sprawę, użyłby argumentacji odnoszącej się do sytuacji ogólnej w danym kraju, to mogłoby to mieć również ogólny skutek, kolidując tym samym z postępowaniem w sprawie art. 7 Traktatu (Obserwator, który był obecny na wysłuchaniu, pomyślał sobie: „akurat to brzmi jak doskonały pomysł, ponieważ przynajmniej ktoś będzie wykonywać swoją pracę, podejmując realne działania, by stosować prawo, a to może zmusić czyjąś rękę, by nareszcie zmierzyła się z rzeczywistością i zaczęła działać naprawdę).

Stwierdzono również, że wzajemne uznawanie powinno być standardem, a zatem wydanie kogoś w ramach Europejskiego Nakazu Aresztowania powinno być powszechną, generalną praktyką. Niewydawanie zaś oskarżonych/skazanych powinno stanowić wyjątek, który powinien być odczytywany i interpretowany zawężająco, nawet jeśli dotyczy on skuteczności działania jednego z praw zawartych w Karcie Praw Podstawowych. (Obserwator, który był obecny na wysłuchaniu, pomyślał sobie: „Czyż Karta Praw Podstawowych nie jest w istocie prawem pierwotnym Unii, w świetle którego powinno się odczytywać i interpretować prawo wtórne Unii, do których należą choćby decyzja ramowa o ENA czy ogólna zasada dotycząca wzajemnego uznawania orzeczeń opracowana przez Trybunał Sprawiedliwości, a nie stanowić /li tylko/ inną drogę interpretacji?”).

To było niezwykłe usłyszeć zarówno reprezentantów Belgii , jak i Irlandii, skądinąd znanych jako przyjaciele rządów prawa, stających w obronie status quo. Oba kraje broniły orzeczenia LM/Celem jako wystarczająco dobrego i zapewniającego zachowanie równowagi. Oba też, podkreślając znaczenie praw podstawowych, jednocześnie szczególnie podkreśliły znaczenie innych interesów. Oba, ściślej rzecz ujmując, jasno określiły swoje preferencje co do tego, gdzie powinien znajdować się punkt ciężkości w unijnej przestrzeni Wolności, Bezpieczeństwa i Sprawiedliwości.

Szczegółowa wykładnia prawna niezawisłości sędziowskiej

Jednym z kluczowych aspektów ogólnych, które pojawiły się podczas rozprawy, a który może mieć duże znaczenie przy podejmowaniu decyzji w sprawie, stało się to, że z punktu widzenia prawa Unii, będąc właściwie ostatnią deską ratunku sygnalizującą wyjście, niezwykle problematyczna jest dyskwalifikacja w sposób blankietowy wszystkich organów sądowych w państwie członkowskim jako takich, które utraciły przymiot niezależnych , nawet jeśli tylko w szczególnym kontekście ENA.

Wynika to z tego prostego powodu, że specyficzna dla danego kontekstu wykładnia prawna niezawisłości sędziowskiej nieuchronnie miałaby także skutki ogólne.

Taki wniosek, jakkolwiek merytorycznie uzasadniony, oznaczałby, że jeżeli w Polsce nie ma już niezawisłych sądów, które mogłyby stosować prawo Unii, to w konsekwencji byłoby to równoznaczne z tym, że nie byłoby jednocześnie w Polsce podmiotów, które mogłyby zwrócić się do Trybunału z pytaniami prejudycjalnymi.

Dla prawidłowego funkcjonowania prawo Unii w każdej dziedzinie wymaga po prostu, aby w Polsce byli prawdziwi sędziowie. Ten punkt, który należało poczynić w sądzie prawa, podkreśla powagę obecnej sytuacji. (Obserwator, który był obecny na wysłuchaniu, pomyślał sobie: „Brzmi to jak prawdziwy dzwonek alarmowy dla Strażnika Traktatów, a dokładniej dla wszystkich Komisarzy, wykraczając zdecydowanie poza politykę i konkretne obszary w dyskusjach na temat praworządności).

Test LM

Drugim zagadnieniem było to, czy i w jaki sposób "test LM" może i powinien być stosowany w kontekście uogólnionych problemów systemowych z niezawisłością sędziowską w państwie członkowskim. Moim zdaniem była to najbardziej bezpośrednio istotna część rozprawy, jeśli chodzi o sposób, w jaki Trybunał Sprawiedliwości może rozstrzygnąć tę sprawę. Była to również część, w której stanowisko Komisji było po raz kolejny (zobacz relację ze spraw C-487/19 i C-508/19) naprawdę rozczarowujące.

Pamiętajmy, że test LM jest dwuetapowym testem, w którym sąd krajowy ma rozstrzygnąć, czy powinien zastosować wyjątek od zasady wzajemnego przekazywania opartego na zaufaniu w danej sprawie.

Pierwszym krokiem testu jest ustalenie, czy w państwie członkowskim istnieje zagadnienie ogólne/systemowe, w tym przypadku w odniesieniu do niezawisłości sędziowskiej w Polsce.

Drugim krokiem testu jest następnie ocena ryzyka, czy prawdopodobnym jest, że osoba stająca przed sędzią krajowym poniesie konsekwencje z powodu tych systemowych naruszeń, zarówno ze względu na jej indywidualną sytuację, jak i ze względu na indywidualną sytuację organu sądowego (sędziego lub prokuratora), z którym będzie musiała zmierzyć się w Polsce.

W toku wysłuchania nie prowadzono już dyskusji na temat tego, czy  w chwili obecnej w Polsce istnieje ogólne i systemowe naruszenie niezawisłości sędziowskiej (zatrzymaj się tu na chwilę, przeczytaj ponownie poprzednie zdanie i pomyśl o tym, jak tu dotarliśmy). Pytanie brzmiało, czy druga część testu LM nadal ma sens w tym przypadku, co ta druga część testu powinna za sobą  pociągać, kto i co powinien sprawdzać w ramach takiego testu, a wreszcie na kim ciąży ciężar dowodu.

Pytania sądu w Amsterdamie jasno (a może i trochę nazbyt otwarcie) sugerowały, że w oparciu o dwuletnie doświadczenie w stosowaniu tego testu Sąd odsyłający nie widzi sensu przeprowadzania części 2 testu wobec wystąpienia ogólnego naruszenia systemowego.

Problemy systemowe a ryzyko indywidualne

To strata czasu. Nie można oczekiwać, że koledzy w Polsce, czy ci podszywający się pod kolegów, będą oceniać własną niezależność. W obecnych warunkach, albo uzyskamy odpowiedź otwarcie nieuczciwą albo odpowiedź, co do której będziemy mieć nadzieję na jej prawdziwość. Problemy systemowe równoważne są zatem ryzyku indywidualnemu. Odpowiedź na pytanie 1 stanowi odpowiedź na pytanie 2.

Dzieje się tak zwłaszcza w związku z tym, że przejęcie sądów przez PiS celowo zaczęło się od góry, dzięki czemu partia rządząca prawie w pełni kontroluje hierarchię sądownictwa od góry do dół, w tym przede wszystkim poprzez możliwość dyscyplinowania każdego sędziego w Polsce, co – jak widzieliśmy – wydarzyło się w dniu 12 października 2020 roku w Warszawie (obserwator, który w tym czasie znajdował się w Luxemburgu, sam przed sobą pomyślał: „To stanowisko sądu amsterdamskiego ma wybitny sens”, czując się wzmocnionym bardziej wyszukaną oceną niektórych specjalistów – patrz: https://verfassungsblog.de/the-cjeu-in-the-celmer-case-one-step-forward-two-steps-back-for-upholding-the-rule-of-law-within-the-eu/).

Stanowisko Komisji

Jednak nie było to tak oczywiste dla wszystkich obecnych wczoraj na sali sądowej. Wspomniałem już o stanowisku Belgii i Irlandii. Ale to w szczególności Komisja broniła poglądu, że obecne orzecznictwo jest wystarczająco dobre.

Argumentowała ona, że już wielokrotnie wcześniej wyrażała głębokie zaniepokojenie sytuacją w Polsce, ostatnio wszczynając w kwietniu postępowanie naruszeniowe w związku z wejściem w życie ustawy kagańcowej.

Przekonywała ona na różne sposoby, że rezygnacja z 2 poziomu testu i poprzestanie wyłącznie na 1 pozbawiłaby konieczności każdorazowego dokonywania indywidualnej oceny w oparciu o sytuację konkretnej osoby. A tymczasem to do sądu krajowego należy dokonanie tej oceny w każdym konkretnym przypadku i za każdym razem. Sąd w Amsterdamie mógł źle zrozumieć test LM. Według Komisji w teście dwuetapowym nie ma ani hierarchii, ani logicznej chronologii. To tylko do sędziego krajowego należy, aby test ów zastosować prawidłowo.

Przeprowadzany w jakikolwiek inny sposób test dyskwalifikowałby pozostałych sędziów w Polsce, co do których losu Komisja wielokrotnie wyrażała "nadzieję", że wkrótce się poprawi. (Obserwator, który był obecny na wysłuchaniu, pomyślał sam do siebie: „Chwileczkę –„nadzieja"? Komisja stanęła przed Trybunałem Sprawiedliwości UE, aby wyrazić "nadzieję"? Jako strażnik traktatów? Wyrazić nadzieję opartą na czym?”).

Innymi słowy, Komisja stanęła w obliczu pytań zadawanych przez sąd krajowy w oparciu o doświadczenia dwóch lat prób przeprowadzania testu opracowanego przez Trybunał Sprawiedliwości w sprawie Celmer i po prostu wysłała do sądu krajowego sygnał: „sądzie krajowy, po prostu spróbuj mocniej i weź na siebie odpowiedzialność za test”. (pamiętaj, Czytelniku: Komisja zaprezentowała to stanowisko w tym samym momencie, gdy polski sędzia poddany został postępowaniu o uchylenie immunitetu prowadzonemu przez osoby niebędące sędziami).

Kluczowe pytanie

Nie usłyszeliśmy jednak ze strony Komisji jednoznacznej odpowiedzi na następujące (powtarzające się) kluczowe pytanie zadawane przez pięciu lub sześciu sędziów Trybunału: jak powinno zatem wyglądać to alternatywne, nie-hierarchiuczne, odnoszące się do konkretnego przypadku, a nie-naruszające-zdrowego-trzonu-sądownictwa-w-Polsce przeprowadzenie tego samego testu?

Czy ciężar dowodu powinien zostać odwrócony, tak aby to nie do jednostki należało udowodnienie, że osoba sprawująca funkcję sądowniczą, która może w Polsce rozpoznawać sprawę tego konkretnego człowieka, jest w istocie sędzią? (Komisja twierdziła, że nie).

Czy indywidualna ocena na tle problemu systemowego nie przyniosłaby przypadkiem bardzo przewidywalnych rezultatów, zamykając takie podejście w granicach nieprzekraczających postulowane przez Komisję progi w zakresie lepszego stanowienia prawa? (Komisja twierdziła, że konieczna jest indywidualna ocena ryzyka).

Jakie gwarancje polskiego organu sądowego co do ich własnej niezależności byłyby w ogóle wiarygodne? (W tym zakresie warto zapoznać się ze stanowiskami Komisji w poprzednich sprawach).

Jak w taki sposób można zagwarantować istotę prawa do rzetelnego procesu sądowego? (tu ponownie odsyłam do poprzednich odpowiedzi Komisji).

Jeżeli jednak Komisja nalega na to, by poszczególni sędziowie podejmowali decyzje oparte na indywidualnej ocenie ryzyka - co prowadzi do zagrożenia, że różni sędziowie krajowi w różnych państwach członkowskich ocenią tę samą sytuację w tym samym państwie członkowskim w różny sposób – to jak można w ten sposób zapewnić jednolite stosowanie prawa Unii? (Komisja na to: „hmm”).

I czy dobrze rozumiemy Komisję, że nie uruchomiłaby postępowania naruszeniowego wobec tych innych Państw Członkowskich za sposób, w jaki ich sędziowie krajowi interpretują test LM? (Komisja twierdziła jak wyżej).

Słabe argumenty w złym czasie

Prawnicy są przyzwyczajeni do tego, że ktoś czasami prezentuje słabsze argumenty, czasami czyniąc to z powodów politycznych. Bywa nawet, że rozwijają uznanie, a nawet podziw, dla sztuki ich elokwentnego wygłaszania. Ale to akurat jest po prostu zły argument, zaprezentowany w złym czasie i do tego słabo sformułowany.

I – proszę zauważyć – jest to komplement dla terminu "argument". Stanowisko to zostało bowiem wygłoszone kosztem wszystkich zaangażowanych: podejrzanych oczekujących na wydanie, prawdziwych sędziów w Polsce, którzy nie chcą dostrzec, że rzeczywistość wokół nich dyskwalifikują otaczający ich oszuści i nie wiedzą, co odpowiedzieć na temat perspektyw własnej niezależności oraz kosztem sędziów w innych Państwach Członkowskich, którym w zasadzie podsuwa się gorącego ziemniaka poprzez to, że Komisja nie chce stawić czoła rzeczywistości, zapewniając, że nie uruchomi procedury naruszeniowej wobec odmiennych interpretacji sądów krajowych.

To jest po prostu nieodpowiedzialne. Jest nadzieja, że jeśli Komisja (na razie?) nie będzie chciała być częścią rozwiązania, to przynajmniej nie stanie na przeszkodzie temu, aby sędziowie krajowi, być może w obu Państwach Członkowskich – Stronach ENA, wypracowali wspólne rozwiązania. Rozpatrywana kwestia jest po prostu zbyt ważna, by nie podejmować żadnych działań.

Co dalej?

Rzecznik generalny wyda opinię w dniu 12 listopada. Wyrok zapadnie przed końcem roku. Jeśli wrażenie, że Trybunał Sprawiedliwości szuka sposobu na wyjaśnienie LM, jest słuszne i urzeczywistni się w czymś (bardziej) praktycznym, to 12 października Trybunał dał nam subtelny sygnał w tym kierunku.

Jednak realistycznie rzecz biorąc, nawet to uczyni sytuację,  której nie da się obronić, tylko trochę bardziej praktyczną i to w perspektywie krótkoterminowej. Nie możemy dalej liczyć tylko na to, że niezawiśli i bezstronni sędziowie w Luksemburgu, Amsterdamie i Polsce, stawią czoła problemowi, nie mówiąc już o jego rozwiązaniu. Swoim zaangażowaniem wnoszą już bowiem nader słuszny wkład w prezentowany tu problem.

Potrzebujemy tego, by ludzie w Komisji, większość Państw Członkowskich i zadowolone z siebie mniejszościowe frakcje Parlamentu Europejskiego spojrzeli w lustro i zadali sobie sami pytanie: dlaczego moje sumienie obciążać mają argumenty doprowadzające do zniszczenia tego, co obiecywałem bronić? Co powstrzymuje mnie przed stawieniem czoła problemowi, z którym nadal można skutecznie i w znaczący sposób się zmierzyć? Co powstrzymuje mnie przed działaniem, zanim okaże się już za późno?

Postawcie się w sytuacji Beaty Morawiec. Wyobraźcie sobie, jak ona się czuje. Piłka jest po waszej stronie.


Drukuj   E-mail