Jesteśmy niezależnym, apolitycznym i samorządnym stowarzyszeniem polskich sędziów.
Naszą główną misją jest obrona wolności i praw obywatelskich, fundamentu demokratycznej Polski, należącej do Unii Europejskiej.
Działamy od ponad 25 lat, w tym w międzynarodowych organizacjach sędziowskich Skupiamy ponad 3 500 sędziów, najwięcej w Polsce.

Opinia Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” o projekcie z dnia 14 grudnia 2020 r. ustawy o zmianie ustawy - Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw (DLPC –V.4190.1.21)

Warszawa, 7 kwietnia 2021 r.

 

Opinia Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” o projekcie z dnia 14 grudnia 2020 r. ustawy o zmianie ustawy - Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw (DLPC –V.4190.1.21)

 

Popularyzacja mediacji i jej upowszechnienie, jako alternatywnego sposobu rozwiązywania sporów sądowych, jest właściwym kierunkiem.

Wszelkie zmiany powinny być również poprzedzone badaniami (dlaczego strony nie chcą mediować, mimo wieloletniej promocji mediacji?), gdyż dopiero rozpoznanie tych barier pozwoli zaproponować efektywne rozwiązania. Nie chodzi o to, aby ludzi zmuszać do mediacji, lecz trzeba sprawić, żeby chcieli z niej korzystać.

             Mediacja w szerokim zakresie została wprowadzona nowelizacją k.p.c. z dnia 28 lipca 2005 r. (Dz.U. z 2005 r. Nr 172, poz. 1438). Nowelizacją tą zlikwidowano postępowanie pojednawcze w sprawach o rozwód i separację, które miało charakter obligatoryjny (uchylono art. 437 i 438). Niewydolność i nieskuteczność obowiązkowego postępowania pojednawczego w tych sprawach była przyczyną rezygnacji z tego rozwiązania i  została zastąpiona właśnie fakultatywną mediacją.  W uzasadnieniu projektu nowelizacji  z  dnia 28 lipca 2005 r. wskazano, iż dotychczasowe rozwiązania w zakresie postępowania pojednawczego  nie zdają egzaminu, a prowadzą jedynie do przewlekłości postępowania[1].  Projektowana nowelizacja, przywracając obligatoryjny charakter konsensualnych sposobów rozwiązywania sporów, może powielić błędy już wcześniej dostrzeżone w przypadku obligatoryjnych postępowań pojednawczych.  Zaznaczyć przy tym należy, iż Kodeks postępowania cywilnego nie zawiera definicji legalnej  mediacji. Jednak jej charakterystyczną cechą jest  dobrowolność, co wynika wprost z treści art. 1831 § 1 k.p.c. Rekomendacje Rady Europy[2] dotyczące mediacji zachęcają państwa członkowskie do promowania mediacji jako alternatywnego sposobu rozwiązywania sporów. Jednak wprowadzanie obligatoryjnych rozwiązań w tym zakresie wypacza idee mediacji i może w przyszłości okazać się nieefektywnym instrumentem, podobnie jak postępowanie pojednawcze w sprawach o rozwód i separację.

Należy przyznać, że dobre doświadczenia z mediacją obowiązkową wykazują np. Włochy, Norwegia, czy Grecja. W USA mediacja obowiązkowa doczekała się licznych zwolenników np. w Kalifornii. Także Kanada wprowadziła obowiązkową mediację np. w prowincji Ontario.

Ustawodawca unijny nie wyklucza mediacji obowiązkowej, czego przykładem może być treść art. 5 ust. 2 dyrektywy 2008/52[3], czy choćby zapis w art. 1 dyrektywy 2013/11[4].  Brak wyczerpującej definicji mediacji na poziomie prawa unijnego. To ostatnie ogranicza się do zakreślenia ram postępowania, w których strony będą mogły dojść do porozumienia przy udziale podmiotu trzeciego, np. mediatora[5], podmiotu ADR[6].

Nie jest jasne, co projektodawca miał na myśli, wprowadzając wymóg podjęcia próby rozwiązania sporu przez mediację. Praktyka niektórych podmiotów gospodarczych bazuje na korzystaniu z arbitrażu, albo wręcz odwołuje się do obowiązkowych negocjacji, nakreślając nawet ich formalne ramy. Jeśli więc pojęcie mediacji wykładać wąsko, jako postępowanie przed mediatorem, to strony pozbawione będą możliwości kształtowania swojej sytuacji poprzez wskazanie innych alternatywnych metod. 

Co istotne, to czy strona będzie uczestniczyć w postępowaniu mediacyjnym nadal musi pozostać w wyłącznej gestii samego zainteresowanego. Inną rzeczą jest jednak to, by obowiązkowa mediacja, także jako przesłanka do wszczęcia postępowania sądowego, nie uniemożliwiała stronom korzystania z przysługującego im prawa do sądu[7]. Tego warunku jak się wydaje omawiany projekt nie uwzględnia.

Proponowane w projekcie rozwiązania należy ocenić krytycznie.

Przede wszystkim, jeśli chodzi o wymogi formalne to te dotyczące dokumentu poświadczającego, o którym mowa w projektowanych art. 4583a kpc, art. 4771c kpc i art. 1838 § 42 kpc, wydają się nieudaną propozycją. 

Dwa pierwsze są zmienioną wersją art. 187 § 1 pkt 3) kpc (którego zresztą projekt nie uchyla). Literalne brzmienie tego przepisu zakłada bezwarunkowy zwrot pozwu w sytuacji, gdy powód nie wykaże, iż strony (obie) przystąpiły do mediacji. Bez znaczenia przy tym pozostają przyczyny nieprzystąpienia do mediacji. Wynik literalnej wykładni przepisu dodatkowo wzmacnia końcowa część pierwszego zdania, gdzie projektodawca wspomina o mediatorze, który „prowadził mediację”. Oznacza to, iż tylko wykazanie prowadzenia mediacji uchroni powoda od zwrotu pozwu lub wniosku, a zatem musi dojść co najmniej do wszczęcia postępowania mediacyjnego. Jak wiadomo dla skuteczności tego momentu procesowego niezbędny jest udział dwóch stron mediacji.

Na przepisy te nie należy jednak patrzeć wyłącznie przez pryzmat zachowania warunku formalnego pisma wszczynającego postępowanie cywilne. Poznanie skuteczności podobnego zjawiska wyłącznie przez pryzmat formalnych warunków pisma procesowego miało miejsce już w związku z art. 187 § 1 pkt 3 kpc. Praktyka sali rozpraw szybko usunęła z obrotu ten wymóg, przez przyjęcie fikcji spełnienia warunku, choćby poprzez dołączenie do pozwu wezwania do zapłaty. Bez wątpienia ucierpiał na tym wizerunek alternatywnych metod rozwiązywania sporów, zwłaszcza mediacji. Zapewne podobny los czeka wskazane powyżej przepisy.

Pomijając kwestię braku wystarczającej liczby mediatorów, którzy musieliby przeprowadzić setki tysięcy mediacji rocznie, nasuwa się zasadnicze pytanie, w jaki sposób praktyka sądowa poradzi sobie z tego rodzaju wymogiem.

Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by uznać, iż przy brakach kadrowych, braku zainteresowania mediacją środowiska prawniczego, niskim poziomie edukacji prawnej społeczeństwa lub co gorsza prowadzeniu kampanii mających na celu obniżenie zaufania społecznego do sądów i sędziów, a tym samym do szeroko pojętego wymiaru sprawiedliwości (np. tzw. kampania billboardowa „Sprawiedliwe Sądy”), proponowane rozwiązania nie będą miały praktycznego znaczenia. Praktyka „poradzi sobie” z tymi wymogami, obchodząc je, tak by możliwe było sprawne wniesienie pozwu, przy jednoczesnym ominięciu samego procesu mediacji.

Duże wątpliwości pojawiają się także przy odczytaniu treści projektowanych przepisów art. 3961 kc oraz art. 242 kp, a zwłaszcza w zakresie ich praktycznego zastosowania, o czym niżej.

Całkowicie błędna i powstrzymująca od podejmowania mediacji jest obowiązująca od 21 sierpnia 2019 r. zasada, że mediator pobiera wynagrodzenie i zwrot wydatków od stron (art. 1835 § 2 kpc). Praktyka pokazuje, że głównie z tego względu strony nie wyrażają zgody na mediacje (składają takie oświadczenie na rozprawie lub w piśmie procesowym. Przykładowo w sprawach opiekuńczych opłata od wniosku, podlegająca potencjalnie zwrotowi, jest znacznie niższa niż koszty mediatora. Nie mają również zachęty do mediacji pozwani w sprawach o alimenty, wobec praktyki, że w razie zawarcia ugody sądowej nie obciąża się pozwanego kosztami na zasadzie art. 113 ust. 1 uksc.

          Aby spopularyzować mediację wynagrodzenie mediatora powinien ponosić Skarb Państwa, szczególnie iż koncyliacyjny sposób zakończenia sporu (tj. wypracowany w toku mediacji) jest nader pożądany społecznie, a więc winien być korzystniejszy dla stron niż długotrwałe prowadzenie sporów sądowych (zwłaszcza w aspekcie finansowym). Oznacza to, że koszty mediacji tymczasowo, do pewnej kwoty lub w razie zawarcia ugody powinny być ponoszone z urzędu. W zamian za to mogłaby nie podlegać zwrotowi w razie zawarcia ugody opłata sądowa od pozwu – tę strony rozliczałyby jako koszt procesu w ugodzie mediacyjnej. Można zaryzykować stwierdzenie, że wydatki Skarbu Państwa na wynagrodzenie mediatorów byłyby bardziej celowe, aniżeli wydatki na kampanie informacyjne.

Jeszcze więcej problemów budzi zamieszczenie klauzuli mediacyjnej w umowie o pracę. Przede wszystkim rodzi się pytanie, kto ma pokrywać koszty mediacji? Trzeba pamiętać, iż w tego rodzaju sytuacjach zawsze chodzi o mediacje przedsądowe a te rozliczane są według stawek rynkowych (wyższych od ustalonych w mediacji sądowej). Ponadto nie można stracić z pola widzenia, że w sporach pracowniczych najczęściej pracownik jest w gorszej sytuacji aniżeli pracodawca. Wynika to z faktu, iż jest stroną słabszą pod względem ekonomicznym, psychologicznym oraz w zakresie dostępu do wiedzy, także prawnej. Pracownik prowadzący spór pracowniczy często jest pozbawiony źródeł dochodu.

W analizowanym projekcie mamy sytuację trudno wytłumaczalną, w której pracownik prowadzący spór z pracodawcą nie tylko ma obowiązek „podjęcia próby rozwiązania sporu poprzez mediację”, ale też będzie musiał, co do zasady, uczestniczyć w kosztach mediacji, chyba że wolę pokrycia w całości postępowania wyrazi pracodawca, na co jednak pracownik nie ma wpływu. Jak należy sądzić, rola pracownika nie powinna się sprowadzać wyłącznie „do podjęcia próby..”, ale do dalszego uczestniczenia w mediacji, tak by osiągnąć efekt w postaci zawarcia porozumienia. To zaś wymaga wynagradzenia mediatora. Jeżeli więc wolą projektodawcy jest zachęcenie pracownika do rozwiązania sporu w drodze mediacji, to niezbędne jest wyjaśnienie, kto i kiedy poniesie koszty postępowania mediacyjnego. W przeciwnym wypadku praktyka pójdzie w kierunku sztucznie inicjowanej próby rozwiązania sporu, jako analogii do wezwania o zapłatę na gruncie art. 187 kpc.

Zdziwienie budzi projektowana treść art. 3961 kc. Wskazuje ona raczej na niepełne rozeznanie w systemie prawa, aniżeli przemyślany zabieg legislacyjny.

Projektowane regulacje, wkraczające w przestrzeń procesową, wymagają zawarcia w umowach między przedsiębiorcami oraz w umowach o pracę postanowień, iż w przypadku zaistnienia sporu, przed skierowaniem sprawy na drogę sądową, strony podejmą próbę rozwiązania sporu poprzez mediację.

Projektodawca uzależnia dochodzenie roszczeń ze stosunku pracy na drodze sądowej od uprzedniego podjęcia próby rozwiązania sporu poprzez mediację (alternatywnie przed komisją pojednawczą). Projektodawca pomija fakt, iż postępowania przed komisjami pojednawczymi są zjawiskiem wyjątkowym, a ich działalność praktycznie zanikła. Nie wydaje się, aby ich funkcjonalność została przywrócona nowelizacją art. 242 kp, zwłaszcza że w tym zakresie nie ma ona charakteru obowiązkowego, a jest zaledwie alternatywą wobec obowiązku podjęcia próby mediacyjnej przed postępowaniem sądowym.

Zaproponowane w art. 242 kp rozwiązanie należy uznać za niedopuszczalne, naruszające art. 45 Konstytucji RP.

Jakkolwiek samo uzależnienie dochodzenia roszczeń przed sądem od podjęcia działań mediacyjnych nie musi być ocenione jako naruszające prawo do sądu, niemniej muszą być zachowane odpowiednie ku temu przesłanki.

Podobną sytuację rozstrzygał TSUE w wyroku z 14 czerwca 2017 r.[8], w którym stwierdził, iż dyrektywę 2013/11 należy interpretować w ten sposób, że nie stoi ona na przeszkodzie uregulowaniu krajowemu, takiemu jak rozpatrywane w postępowaniu głównym, które przewiduje skorzystanie z postępowania mediacyjnego w przypadku sporów, o których mowa w art. 2 ust. 1 dyrektywy, jako przesłankę dopuszczalności powództwa sądowego w tych samych sprawach, w zakresie, w jakim wymóg taki nie uniemożliwia stronom korzystania z ich prawa dostępu do wymiaru sprawiedliwości.

Ogólna teza została uszczegółowiona w uzasadnieniu wyroku, poprzez wskazanie tych elementów, które uniemożliwiają stronie korzystanie z prawa dostępu do wymiaru sprawiedliwości. Jakkolwiek wyrok Trybunału dotyczy dyrektywy ADR w sprawach konsumenckich, niemniej zasady wyrażone w tym wyroku znajdą zastosowanie także do każdej innej sytuacji związanej z ADR, także w sprawach pracowniczych.

Jeżeli więc sięgniemy do pkt 61 uzasadnienia ww. wyroku, to wyczytamy tam, iż wymóg przeprowadzenia postępowania mediacyjnego, jako przesłanka dopuszczalności powództwa sądowego, może okazać się zgodna z zasadą skutecznej ochrony sądowej powództwa, o ile postępowanie to nie prowadzi do wydania decyzji wiążącej dla stron, nie opóźnia w istotny sposób wniesienia powództwa sądowego, powoduje zawieszenie biegu przedawnienia dochodzonych praw i nie wiąże się z ponoszeniem kosztów przez strony, chyba że koszty te są nieznaczne, pod warunkiem wszakże, iż droga elektroniczna nie stanowi jedynego sposobu dostępu do rzeczonego postępowania pojednawczego[9].

Należy zauważyć, iż ugoda mediacyjna (po zatwierdzeniu jej przez sąd) zgodnie z treścią art. 18314 kpc ma moc ugody sądowej, a po zatwierdzeniu przez nadanie jej klauzuli wykonalności, jest tytułem wykonawczym. Oznacza to iż ugoda ta ma wiążący charakter dla stron.

Na chwilę obecną nie istnieją żadne przepisy, które zwalniałby pracownika z obowiązku ponoszenia kosztów mediacji przedsądowej. Oznacza to, iż tego rodzaju mediacja jest płatna i tylko w jej ramach strony mogą ustalać odmienne zasady odpłatności. To z kolei prowadzi do wniosku, iż kalkulacja odpłatności sama w sobie może być zaporą psychologiczną i materialną przed podjęciem próby rozwiązania sporu w drodze mediacji. Nie podjęcie takiej próby utrudni dochodzenie roszczeń pracowniczych, a tym samym realizacje konstytucyjnego prawa do sądu potwierdzone także w art. 47 Karty Praw Podstawowych UE.

Należy także zauważyć, iż pracownik zawierając umowę o pracę najczęściej nie będzie miał wpływu na ustalenie treści samej klauzuli mediacyjnej, zarówno w zakresie wskazania mediatora, jak też sposobu jego wyboru. To z kolei pozbawia pracownika możliwości kontroli przestrzegania zasady neutralności mediatora, która jest jedną z gwarancji rzetelnego i uczciwie prowadzonego procesu mediacji.

Podkreślenia wymaga, iż praktyczne problemy sprawiają mediacje poza dużymi ośrodkami miejskimi – w mniejszych miejscowościach często brak mediatorów, zwłaszcza spośród profesjonalnych prawników (niezbędnych w niektórych sprawach), brak lokali do prowadzenia mediacji w sądach, brak także na rynku lokali na wynajem na godziny. Jednocześnie wiele stron nie ma możliwości dojazdu do dużego miasta ze względów czasowych (praca, opieka nad dziećmi), czy finansowych (koszt co najmniej kilkudziesięciu złotych). Wielokrotnie do akt spraw sądowych wpływają oświadczenia o braku zgody na mediację motywowane brakiem możliwości dojazdu do metropolii. Jest to istotna bariera w dostępie do mediacji, niestety powszechnie niedostrzegana, a przez projektodawcę zupełnie pomijana.

Dlatego też, poza regulacjami ustawowymi, powinny być wprowadzone zmiany infrastrukturalne i organizacyjne mające na celu upowszechnienie mediacji, poprzez  wprowadzenie w Regulaminie urzędowania sądów powszechnych obowiązku udostępnienia przez sąd pomieszczeń z przeznaczeniem na mediacje, czy spotkania informacyjne, przynajmniej raz – dwa razy w miesiącu w wymiarze kilku godzin. Zaznaczyć przy tym należy, iż wiele sądów ma dość skromne, by nie rzecz, nie licujące z powierzonymi zdaniami, warunki lokalowe. Oznacza to, że ciężar wprowadzania kolejnych pomysłów spoczywać będzie na barkach sędziów liniowych lub sędziów funkcyjnych, przy braku jakiegokolwiek działania Ministerstwa Sprawiedliwości odpowiedzialnego za infrastrukturę sądową.

Należy również podnieść, że mediacje nie znajdują zastosowania w znacznym odsetku spraw z uwagi na ich charakter, czy też strony sporu. Do mediacji nie nadają się sprawy o zapłatę z powództw tzw. masowych wierzycieli przeciwko firmom ubezpieczeniowym (jeśli ma w nich dojść do ugody, to dochodzi - z nielicznymi wyjątkami - na etapie likwidacji szkody), z udziałem jednostek administracji samorządowej i państwowej (w tych sprawach ugód nie ma, gdyż taka jest polityka wewnętrzna, czy uwarunkowania zewnętrzne ww. podmiotów).

Pojawia się również pytanie, czy projektodawca posiada jakiekolwiek dane co do tego, czy jest zapewniona baza kadrowa, zwłaszcza mediatorów, którzy podołają temu przedsięwzięciu? Z uzasadnienia projektu to nie wynika. Należy zatem wątpić, iż przedsięwzięcie to będzie miało szansę na skuteczną realizację. Trzeba się przy tym liczyć także i z tym, że o ile sąd nie zdoła znaleźć odpowiedniej osoby do przeprowadzenia takiego spotkania, wówczas procedura ta straci wiarygodność społeczną.  Warto także zauważyć, iż o powodzeniu ADR (w rozumieniu Dyrektywy 2012/11)  w sposób istotny decyduje  postawa samych pełnomocników profesjonalnych (adwokatów i radców prawnych), którzy (co oczywiste) nie będą promować nieskutecznej instytucji spotkań informacyjnych.

Zapewne nic nie zmieni także fakt, iż spotkanie informacyjne będzie mógł poprowadzić również sędzia, referendarz lub urzędnik, czy asystent sędziego. Należy przy tym negatywnie ocenić to, iż  projektodawca zrównuje kwalifikacje wykształconego mediatora z kwalifikacjami urzędnika sądowego, asystenta sędziego, czy choćby samego sędziego. Oznacza to, iż do przeprowadzenia takiego spotkania albo nie są wymagane żadne kwalifikacje, albo osoby wskazane w projektowanym przepisie posiadają niejako kwalifikacje „z urzędu”. Oczywistym jest przecież, iż pomyślne przeprowadzenie posiedzenia wymaga umiejętności i kompetencji, przy czym brak jest jakichkolwiek pomysłów ( projektodawca ich nie przedstawia), według jakich zasada należałoby oceniać wykonywanie przez urzędnika sądowego, czy asystenta sędziego, bądź referendarza, obowiązków w ramach spotkania, o jakim mowa w opiniowanym projekcie.

Spotkanie to bowiem nie może ograniczać się do zacytowania utartych formuł typu „zgoda buduje, niezgoda rujnuje”, jakie można często usłyszeć w mediach publicznych, czy wyliczenia i wyłącznie ilościowego przedstawienia alternatywnych metod rozwiązywania sporów. Należy założyć, że spotkanie to powinno daleko wykraczać poza to, co można zamieścić w broszurze informacyjnej. W proponowanym kształcie i przy szczątkowej regulacji obawy, iż  spotkanie takie straci na profesjonalnym charakterze, są niestety uzasadnione.

Z kolei ilość spraw gospodarczych, czy z zakresu prawa pracy, w  skali całego kraju jest ogromna, co musi mieć fundamentalne znaczenie dla oceny tego przepisu. O ile bowiem, być może w sprawach działowych, ze względu na ich „niemasowość”, będzie można realizować ów obowiązek informacyjny, a przy okazji ustalić postawę stron co do obowiązku uczestnictwa (wezwanie do stawiennictwa) w spotkaniu i ewentualnie wyciągać z tego na przyszłość konstruktywne wnioski, o tyle przy sprawach gospodarczych lub z zakresu prawa pracy będzie to niemożliwe. Stanie temu na przeszkodzie niedostateczna liczba mediatorów. Sprawy gospodarcze i z zakresu prawa pracy, to ponad 2 mln spraw rocznie. Nawet jeśli odrzucić sprawy nakazowe, rejestrowe i inne, pozostaje około 1 mln spraw, które skupiają się w większych ośrodkach miejskich, z dużą ilością wpływu, a jednocześnie z ograniczoną liczbą mediatorów. Trzeba przy tym podkreślić, iż wiele czasu upłynie zanim rozpowszechni się praktyka okazywania zaświadczenia, o którym mowa w projektowym przepisie art. 1838 § 42 kpc, co oznacza, iż strony w tego rodzaju sprawach nieprędko uwolnią się od obowiązku uczestniczenia w tym spotkaniu.

Nie ulega wątpliwości, że z rozeznaniem należy kierować do mediacji strony w sprawach rodzinnych. Niezależnie od tego, czy chodzi o alimenty, czy kontakty z dziećmi, jest to spór między małżonkami (partnerami), często już z pierwszych pism wynikają okoliczności wskazujące na istnienie przemocy w rodzinie – zwłaszcza, iż konieczne jest przeciwdziałanie  ponownej wiktymizacji ofiary przemocy, przy czym należy rozważyć w realiach danej sprawy, czy  ustępstwa strony pokrzywdzonej nie są spowodowane obawą lub wpływem przemocy psychicznej.

Kolejna uwaga dotyczy projektowanego przepisu art. 18310 § 2 kpc, który jak się wydaje ma być normą zmierzającą do technicznego regulowania postępowania sądowego. Tak kazuistyczne rozwiązanie zapewne nie zda egzaminu w praktyce, albowiem nie dopuszcza ono jakiegokolwiek innego rozwiązania, jako wyniku bogatej, często nieprzewidywalnej praktyki sali rozpraw. W efekcie będą to albo puste rozprawy, albo terminy wymagające ściągnięcia z wokandy i w efekcie będzie dochodziło do przedłużania procesu, z koniecznością wyznaczania dodatkowych, nowych terminów (nieraz bardzo odległych). Poza tym kierowanie stron do mediacji z jednoczesnym informowaniem stron o terminie rozpoznania sprawy jest wyrazem braku zaufania sądu do instytucji mediacji, tym samym podważa się jej wiarygodność i skuteczność. Zapewne też osłabi motywacje stron do aktywnego udziału w mediacji.

Z drugiej strony jest to przeciwskuteczne dla zmotywowania stron do wyrażenia zgody na mediację (po co strony miałyby udawać się do mediatora, jeśli mogłyby rychło przekonać się o stanowisku sądu lub spróbować negocjować na rozprawie?). Nadto w przypadku zawarcia ugody termin i tak byłby znoszony, albowiem  rozprawa nie byłaby w ogóle konieczna dla zatwierdzenia ugody, która co do zasady jest zatwierdzana na posiedzeniu niejawnym.

Na uwagę zasługuje również proponowana zmiana art. 1839 kpc w zakresie przyjęcia specjalizacji mediatorów. Trzeba pamiętać, iż póki co nie powstał Krajowy Rejestr Mediatorów, tym bardziej nie są więc jasne reguły ustalania kryteriów przypisywania specjalizacji. Stąd należy proponowaną zmianę potraktować jako zasadę pełnej swobody w przypisaniu przez mediatora konkretnej specjalizacji. Oczywiście takie podejście ustawodawcy nie podniesie standardów postępowania mediacyjnego.

Jeśli chodzi o proponowane zmiany dotyczące koordynatorów, należy pozytywnie ocenić tego rodzaju rozwiązanie, lecz wyłącznie co do zasady. Zapisy projektu w istotny sposób osłabiają racjonalność przyjętej u podstaw propozycji idei. Proponowana regulacja w istocie ma charakter zbiurokratyzowanej działalności, w pewnych momentach przybierającej nawet kuriozalną postać. Do rangi zadań koordynatora podniesiona została np. możliwość sporządzania notatek ze spotkań informacyjnych. Nie jest też jasny zapis dotyczący np. koordynowania spotkań informacyjnych w sprawach prowadzonych przez różnych sędziów referentów. Jak w istocie miałaby ta koordynacja przebiegać? Jeśli weźmiemy pod uwagę również to, iż koordynatorowi udostępnia się akta, to nie ma wątpliwości, iż zapisana propozycja koordynacji przeistoczy się w działania o charakterze nadzorczym. To z pewnością nie przysporzy zwolenników mediacji wśród sędziów.

Mając na względzie powyżej poczynione uwagi, jakkolwiek sam postulat propagowania mediacji ocenić należy ze wszech miar pozytywnie, to przyjęte propozycje są błędne i  nieprzemyślane, tak pod względem koncepcyjnym, jak i logistycznym.

Regulacje te stanowią nieudolną próbę „uzdrowienia” zapaści w wymiarze sprawiedliwości, za którą wyłączną odpowiedzialność ponosi Ministerstwo Sprawiedliwości z uwagi na zaniedbania m.in. w zakresie digitalizacji akt i informatyzacji sądownictwa, a nadto zapewnienia zaplecza logistycznego i technicznego gwarantującego obywatelkom i obywatelom realizację prawa do sądu, zwłaszcza w czasie obecnej epidemii.

[1]                  Uzasadnienie projektu ustawy z dnia 28 lipca 2005 r. o zmianie ustawy – Kodeks postepowania cywilnego oraz innych ustaw, druk sejmowy nr 3213, s. 5.

[2]                  Rekomendacja Rec (2002)10 Komitetu Ministrów dla państw członkowskich w sprawie mediacji w sprawach cywilnych z 18 września 2002 r.

[3]                  Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2008/52/WE z dnia 21 maja 2008 r. w sprawie niektórych aspektów mediacji w sprawach cywilnych i handlowych.

[4]                  Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2013/11/UE z dnia 21 maja 2013 r. w sprawie alternatywnych metod rozstrzygania sporów konsumenckich oraz zmiany         rozporządzenia (WE) nr 2006/2004 i dyrektywy 2009/22/WE.

[5]                  Dyrektywa 2008/52

[6]                  Dyrektywa 2012/11.

[7]                  Wyrok TSUE z 14 czerwca 2017 r. w sprawie Rampanelli, C-75/16.

[8]                  Wyrok TSUE z 14 czerwca 2017 r. w sprawie Rampanelli, C-75/16

[9]                  Wyrok TSUE, C-75/16, pkt 61.


Drukuj   E-mail